wtorek, 19 maja 2009

Marny LD

Czas: 23/24.01.2009, Noc.
Opis: Przed zaśnięciem nie podejmowałem żadnych działań, które mogłyby doprowadzić do LD/OBE. Spałem dość długo, bo prawie 12 godzin. Pod koniec snu kilkukrotnie przebudzałem się na chwilę po REM'ach. Po obudzeniu się pamiętałem urywki z 5 do 7 snów. Podczas jednej z ostatnich faz REM odzyskałem świadomość, niestety sen, a przynajmniej jego świadoma część była bardzo krótka, a sam sen wydawał się być bardzo "płytki". Dodatkowo fakt, że zabrałem się za opisanie LD dopiero 12 godzin po jego wystąpieniu napewno spowodował zapomnienie wielu szczegółów. Nie pamiętam dobrze samej chwili odzyskania świadomości. Właściwie dobrze pamiętam bardzo niewiele. Przede mną znajdowała się jakaś kukła, dzięki której mogłem upewnić się, że śnię. Zaczęłem na nią wpływać intencją. Podniosłem ją do góry i poruszałem ją używając do tego myśli, a później chyba także samej intencji bez udziału myśli formułowanych w słowa. Starałem się samemu unieść w powietrze, lecz niestety znów nie mogłem pokonać grawitacji. Pobawiłem się jeszcze chwilę tą kukłą, po czym obraz zaczął się jakby zaciemniać. Wiedziałem że sen dobiega końca. Chciałem go przedłużyć, ale praktycznie nie poczyniłem żadnych działań, które mogłyby opóźnić przebudzenie. Po chwili obudziłem się. Mogło to być fałszywe przebudzenie - nie jestem pewny. Jeśli tak było, to chwilę później straciłem świadomość.
Obraz: Zapamiętałem go jako obraz o conajwyżej średniej jakości.Dźwięk: Nie pamiętam dźwięku.
Węch i smak: Jak wyżej.
Dotyk: Bardzo realistyczny.
Świadomość: Niestety świadomość posiadałem bardzo krótko. 15 do 30 sekund dochodziła ona do swojego apogeum i na tym poziomie utrzymała się przez około 40 sekund. Poziom świadomości był jednak co najmniej zadawalający (w swoim apogeum).Inne uwagi: Możliwe że na długość świadomej części snu miała wpływ jego mała "głębogość", a na tą z kolei fakt, że spałem już conajmniej 9 godzin, a temperatura powietrza w pomieszczeniu w którym spałem była stosunkowo niska. Poprzez "głębokość" mam tu na myśli zdolność do wybudzenia niezależną od fazy snu.

LDek

Czas: 12/13.01.2008 Noc.
Opis: Gdy kładłem się spać, byłem pijany (wypiłem 5 piwek i trochę Johny Walker'a). Było koło godziny 3:00. Chyba nie próbowałem utrzymywać świadomości podczas zasypiania. Podczas jednej z faz REM śniło mi się, że jechałem na moim starym motorze. Dogonił mnie jakiś koleś na lepszym sprzęcie. Był z obstawą kilku innych osób. Coś tam do mnie powiedział, po czym wywnioskowałem, że nie ma raczej przyjaznych intencji. Zszedłem z motoru i się z nim przywitałem. Udawałem, że się znamy i koleś chyba podłapał ściemę. Przyjrzałem mu się. Miał dziwną budowę twarzy a zamiast stóp miał drugą parę dłoni. W ogóle dziwnie wyglądał. W pewnym momencie jeden z kolesi chwycił mnie i zabrali mnie do jakiegoś mieszkania. Długo tam nie siedziałem, bo "wyprosili" mnie wyrzucając przez zamknięte okno. Nie chciałem ich lepiej poznawać, więc podbiegłem do motoru i ruszyłem w kierunku mojego domu. Chyba po drodze, lub kiedy już dojechałem do domu odzyskałem świadomość (możliwe nawet że miało to miejsce na chwilę przed moim bliskim spotkaniem z szybą). Otworzyłem drzwi od garażu i pobawiłem się trochę wyłączając i włączając światło w różnych pomieszczeniach w piwnicy nie używając do tego celu przełacznika (po prostu siłą woli :> ). Oświetlenie w garażu w tym śnie było inne niż w rzeczywistości. Standardowo chciałem polatać, ale tez standardowo miałem problemy z oderwaniem się od ziemi. Ojciec chciał wyjechać samochodem z garażu, więc poprosił mnie, abym otworzył wszystkie drzwi. W rzeczywistości są jedne podwójne, ale we śnie były aż cztery ruchome części do otworzenia. Włożyłem klucz do zamka i przekręciłem. Drzwi się otworzyły, ale klucz się złamał i został w zamku. Próbowałem "wyczarować" nowy (naprawić go przy pomocy intencji), ale nie potrafiłem. Pobawiłem się jeszcze trochę oświetleniem i jakiś czas później zacząłem się budzić. Obraz jakby zniknął. Otworzyłem oczy. Leżałem w swoim łóżku. Zobaczyłem kątem oka swojego kota - łaził po pokoju w którym spałem. Skubany znowu nasrał mi na dywan. Trochę się wkurwiłem, ale tylko go wyrzuciłem z pokoju. Gdy zszedłem na dół znów się obudziłem. Heh downo nie miałem fałszywego przebudzenia. Ucieszyłem się, że jednak mam czysty dywan, a kot nawalił mi w pokoju tylko w moim śnie. Byłem pewny, że tym razem już nie śpię, ale chwilę później obudziłem się po raz trzeci :/ . Jeżeli to też było fałszywe przebudzenie, to snu dalej nie pamiętam - przez te pobódki i przekonanie że już nie śpię straciłem świadomość.
Obraz: Realistyczny, bez zastrzeżeń.
Dźwięk: Również bardz dobry.
Węch, smak: Jak w rzeczywistości - nie tylko widziałem, że kot mi narobił na dywan, ale też to czułem.
Dotyk: Bardzo realistyczne doznania. W chyba jeszcze nieświadomej części snu odczuwałem ból adekwatny do sytuacji.
Emocje: Oprócz przyjemnego stanu jaki czuję zawsze podczas LD, tym razem odczuwałem jeszcze jakiś niepokój. Powiązałem go (jeszcze podczas trwania snu) z obawą przed tym, że za szybko się obudzę i LD się skończy, ale teraz wydaje mi się, że taki sam niepokój odczuwałem w jeszcze nieświadomej części snu. Wydaje mi się że ten niepokój uniemożliwił mi lepszą kontrolę nad snem, przez co miałem problemy z naprawą klucza i lataniem.
Świadomość: Dobra. Długo miałem wątpliwości czy na pewno śnię, ale w końcu je rozwiałem. Świadomość była na wysokim poziomie przez cały czas, ale miałem wrażenie że ten niepokój o którym wspomniałem wcześniej w jakiś sposób ją blokował...
Inne Uwagi: Gdzieś czytałem że we śnie nie działają przełączniki od światła, bo natężenie światła we śnie jest stałe. W tym LD wyłączałem i włączałem światło w swojej piwnicy. Żarówki się zapalały i gasły. Natężenie światła mocno się zmieniało przynajmniej w okolicy żarówek...

czwartek, 12 lutego 2009

LDek taki sobie

Czas: Dzisiaj nad ranem.
Opis: Tej nocy spałem długo - ok 12 godzin. W jednej z ostatnich faz REM odzyskałem świadmość. Siedziałem w jakiejś szkole w ostatniej ławce (prawdopodobnie było to liceum dla dorosłych). Nagle uświadomiłem sobie, że śnię. Nie wiem co dało impuls mojej świadomości, bo nie pamiętam aby w nieświadomej części snu wydarzyło się coś małoprawdopodobnego. Standardowo pomyślałem, że warto byłoby polatać, ale standardowo też miałem z tym problemy. Przypomniałem sobie, że jakiś czas temu czytałem relację z czyjegoś LD, w którym śniący zmienił się w jakieś zwierzę. Pomyślałem, że może być ciekawie i zacząłem próbować zmienić się w coś ala jaszczurka. Wyszło mi coś w stylu krokodyla bez tylnich nóg z ludzką skórą. Twarz miałem wydłużoną (jak u krokodyla), ale odczuwałem ją bez zmian. Przednie łapy natomiast były w pełni ukształtowane jak u gada i tak właśnie odczuwane. Chyba nawet były pokryte skórą jak u zwierzęcia. Tylnich łap nie posiadałem, a gdy się na nich próbowałem skupić i spoglądałem na nie, widziałem i odczuwałem moje zwykłe nogi. Używając jedynie przednich łap przeszedłem po ławkach na przód klasy, a następnie skręciłem w lewo i dotarałem do ławki pod oknem, tuż przed biórkiem nauczyciela. Gdy próbowałem usiąść na krześle, niestety straciłem równowagę i spadłem z ławki. Głowę miałem na podłodze skierowaną ku dołowi a tłów był oparty o blat ławki. Straciłem obraz. Byłem pewny, że się budzę. Usłyszałem chrapanie i domyśliłem się, że to ja wydaję ten dźwięk. Zacząłem się budzić, ale nadal odczuwałem dziwne położenie ciała. Gdy otworzyłem oczy, leżałem na podłodze obok ławki w szkole. Trwała lekcja. Usłyszałem śmiech innych osób obecnych w klasie. Doszło do mnie, że musiałem zasnąć na lekcji i teraz się obudziłem, bo spadłem z ławki na podłogę. Nie wziąłem pod uwagę faktu, że mogło to być fałszywe przebudzenie.W już nieświadomej części snu opowiedziałem nauczycielowi o moim LD.
Obraz: Bardzo dobry - jak w real. Może trochę ostrzejszy.
Dźwięk: Bodźce, które pamiętam jak w real.
Dotyk: Bardzo realny zarówno kiedy posiadałem ludzkie ciało, jak i wtedy kiedy byłem (pół)gadem.
Węch i smak: Brak doznań, lub ich nie pamiętam.
Świadomość: Nie wiem co ją pobudziło. Bardzo dobry poziom. Szybko doszła do swojego apogeum, które trwało aż do jej utraty.
Inne uwagi: Już nie po raz pierwszy tracę świadomość przez fałszywe przebudzenie. Być może zwrócenie uwagi na możliwość jego wystąpienia mogłoby przedłużyć znacząco czas trwania wielu LD.

niedziela, 14 grudnia 2008

Po dłuuugiej przerwie... półLD

Czas: Wczoraj koło godziny 11:00.
Opis: Poszedłem spać koło 1:00. Obudziłem się o 7:00, ale postanowiłem spać dalej. Przebudziłem się jeszcze raz przed 8:00 (zadzwonił telefon) i znów postanowiłem spać dalej. Od 8:00 miałem sporo długich snów (po obudzeniu wydawało mi się, że cały sen stanowiły fazy REM). W pewnym momencie snu znajdowałem się w gabinecie lekarskim. Była tam też moja znajoma. Po paru chwilach miałem wrażenie że coś jest nie tak. Doszło do mnie, że to może być sen (choć świadomość była bardzo słaba). Zastanowiłem się skąd się wziąłem w tym miejscu i przypomniałem sobie jakiś urywek z poprzedniego snu (lub z tego, ale kiedy byłem w zupełnie innym miejscu) i dotarło do mnie że naprawdę śnię. Znajdowałem się w gabinecie u psychologa. Poinformowałem obecnych że to sen (nie wiem po co) i spróbowałem się unieść w powietrze. Nie szło, więc podskoczyłem w góre, ale szybko opadłem z powrotem na podłogę. Obecne w gabinecie osoby zaczęły się na mnie dziwnie patrzeć, więc zrobiło mi się głupio (pomyślałem że może jednak to nie sen) i zacząłem się tłumaczyć, że to tylko derealizacja. Świadomość chwilę później zniknęła.
Obraz: Raczej normalny. Może trochę "gorszy" niż w real.
Dźwięk: Jak w real.
Dotyk: Pamiętam bodźce z nieświadomej części snu - bardzo realistyczne.
Węch i smak: nie pamiętam lub brak doznań.Emocje: Zakłopotanie - identyczne jak w real :/ .
Świadomość: Słaba. W szczytowej chwili dość dobra, ale poza tymi kilkoma sekundami słaba. Poziom świadomości zaczął spadać aż do zera, gdy stwierdziłem, że to jednak nie sen.

piątek, 3 października 2008

Problem z medytacją środka ciszy.

Ostatnio mam mały problem z medytacją środka ciszy, który pojawia się głównie, gdy medytuję sam (bez nagrań).
Na początku wszystko jest w porządku. Rozluźniam ciało, skupiam się na oddechu, badam doznania płynące z każdego z wszystkich 5 zmysłów, aby następnie się od nich odizolować, po czym robię to najlepiej jak potrafię. Problem zaczyna się, gdy moja uwaga jest odwrócona od doznań zmysłowych i skupiam ją na moim nastawieniu emocjonalnym. Im bardziej obserwuję, czy też skupiam uwagę na moich emocjach, tym mocniejszy niepokój wewnętrzny odczuwam. Domyślam się, że płynie on z podświadomości, ale za cholerę nie potrafię zrozumieć jakie jest jego źródło. Im dłużej go obserwuję, tym bardziej się w niego zatapiam. Po krótkim czasie jest już na tyle silny, że nie potrafię skutecznie odwrócić od niego uwagi, co jest niezbędne aby kontynuować medytację...
Ktoś mi doradził, abym olał niepokój i go najzwyczajniej wyjebał i dalej medytował, ale mam wątpliwości czy to w ogóle pomoże. Nawet jeśli kontynuowanie medytacji będzie możliwe, to raczej w ten sposób nie rozwiążę problemu na stałe... no ale spróbować chyba warto.
Staram się wymyślić, jak mogę pogłębić trans w czasie między izolacją od zmysłów fizycznych a analizą nastawienia emocjonalne nie przerywając medytacji, co zakładając, że medytacja i hipnoza jest prawie tym samym być może pozwoliłoby pozbyć się niepokoju na stałe docierając do jego źródła... Taką mam przynajmniej nadzieję...

niedziela, 28 września 2008

Salvia Divinorum x10 - cztery opisy jaaaazdy.

Na początek może trochę o salvii divinorum czyli szałwii wieszczej. Przytoczę najważniejsze cytaty z Wikipedii:

Szałwia wieszcza (Salvia divinorum) – gatunek byliny z rodziny jasnotowatych (Lamiaceae Lindl.). Nazywany jest także szałwią proroczą, boską szałwią, szałwią czarownika. Występuje endemicznie w Sierra Mazateca w Meksyku na wysokościach 300–1800 m n.p.m. ...
Jej główny składnik aktywny to salvinorin A (prawidłowa polska nazwa: salwinoryna A) - stanowiący ok. 96% składników psychoaktywnych, zawarty głównie w liściach; poza tym zawiera nieaktywny salvinorin B (4%) i salvinorin C (poniżej 1%)...
Badania na szczurach uzależnionych od kokainy i metamfetaminy wykazały, że umożliwienie im dostępu do salvinorinu A pozwalało na zaprzestanie pobierania przez nie narkotyków. Jednocześnie nie stwierdzono uzależnienia od salvinorinu A...
Szałwia ma poza tym działanie przeciwbólowe identyczne z opioidami.Udokumentowany został także przypadek działania antydepresyjnego i w badaniach ankietowych wśród użytkowników szałwii stwierdzono poprawę nastroju i trwające ponad dobę oddziaływanie antydepresyjne u 25,5% korzystających z szałwii. Większe konsekwencje (w tym prowadzące do uznania szałwii przez niektóre państwa za nielegalny środek odurzający) miały rzadsze przypadki działań depresyjnych stwierdzane u 4% użytkowników...
Niektórzy naukowcy nie wykluczają szerokich zastosowań terapeutycznych związków czynnych zawartych w szałwii wieszczej. Potencjalnie mogą mieć one duże znaczenie w leczeniu nie tylko depresji, ale także choroby Alzheimera, schizofrenii, bóli przewlekłych, a nawet AIDS...

No i może wzmianka o samej substancji psychoaktywnej zawartej w szałwii... źródłem znów jest Wikipedia:

... Salvinorin-A jest najpotężniejszą naturalną substancją psychodeliczną, wykazującą aktywność już w dawce 100-200 µg. Działanie ok. 1 mg salvinorinu daje pełny efekt psychoaktywny, jednak wrażliwość na tę substancję jest osobniczo zmienna. Strukturalnie salvinorin A nie jest podobny do żadnego innego psychodelika występującego w naturze, jak np. psylocybina, meskalina, DMT ani żadnego syntetycznego jak LSD czy ketamina.Salvinorin-A, inaczej niż inne znane halucynogeny które działają na receptory serotoninowe 5-HT2, jest pierwszym znanym naturalnym agonistą receptora opioidowego kappa...

I. Mój Pierwszy raz.
Czas: ok. tydzień temu.
Opis: Po południu pojechaliśmy do Łodzi i kupiliśmy z kumplem salvię divinorum (ekstrakt 10x). Gdy tylko wróciliśmy do Kalisza postanowiliśmy sprawdzić jak to działa. Ponieważ nie mieliśmy zbyt dużego doświadczenia z psychodelikami (jedynie kilkakrotne użycie DXM, które jednak ma zupełnie inne działanie niż salvia) a moc ekstraktu jak na pierwszy raz była dość duża (10x), spaliliśmy po pół lufki. Wybraliśmy znaną nam, spokojną, nie zaludnioną miejscówkę na obrzeżach miasta. Gdy zaczęliśmy palić, było już ciemno. Pierwsze oznaki odurzenia pojawiły się prawie natychmiast po spaleniu. Świat zaczął się przechylać raz w jedną stronę, raz w drugą, niczym statek na morzu. Wystąpił atak śmiechu, który jednak szybko minął. Ponieważ to "trzęsienie" światem trochę mnie nudziło postanowiłem przytrzymać się samochodu. Trochę mnie to uspokoiło. Odszedłem od samochodu, stanąłem na polnej ścieżce i obserwowałem światła z oddalonej o około 500 metrów drogi. Droga się przechylała raz w jedną raz w drugą stronę. Momentami miałem wrażenie, że obserwuję autostradę z góry z wysokości ok 40-50 metrów. Gdy znudziłem się obserwowaniem drogi, postanowiłem pobiegać z kumplem po polu. Miałem mały problem z wyjściem z pola, ponieważ tuż przy ścieżce nie mogłem iść do przodu. Tzn. wykonywałem ruchy jakbym szedł, ale moja pozycja względem pola w rzeczywistości się nie zmieniała (szedłem, a potem biegłem w miejscu). W końcu udało mi się opuścić pole. Pobiegałem sobie jeszcze po ścieżce, a potem zacząłem straszyć kumpla gałęzią z liśćmi. W końcu ją wyrzuciłem bo sam się jej przestraszyłem ;] . Potem biegaliśmy jeszcze wokół tej gałęzi. Później wszedłem do samochodu i skupiłem się na słuchaniu muzyki (trance) - odczuwałem wtedy bardzo przyjemne rozluźnienie a muzyka wydawała się być bardziej melodyczna. Ogólnie jazda dość specyficzna i przyjemna, ale oprócz tego, że widziałem w oddali dwa samochody których prawdopodobnie tam nie było nie wystąpiły żadne mocniejsze halucynacje. Główny efekt utrzymywał się od kilkunastu do kilkudziesięciu minut (nie jestem w stanie dokładnie określić. Pod kilkoma względami trip przypominał trip'a po bardzo mocnej trawie. Dość ciekawym efektem była interpretacja tego co słyszałem (słów wypowiadanych do mnie przez znajomych) na płaszczyźnie mojego tripa i aktualnego nastroju. Innymi słowy znaczenie tego co do mnie mówiono było często nieco inne od tego jak to rozumiałem.
Świadomość: Zaburzona w zmieniającym się stopniu (raz bardziej raz mniej). Od mocnego rozkojarzenia po niemożność stwierdzenia co się dzieje.
Efekty po tripie: Przyjemny stan (jak po extazy), utrzymujące się przez parę godzin rozkojarzenie, dekoncentracja.

II. A gdyby tak spalić więcej?
Czas: Jakieś 2 dni po pierwszym razie.
Opis: Postanowiliśmy z kumplem znowu spalić się salvią. Tym razem wzięliśmy dodatkowo kamerę, aby nagrać coś ciekawego. Stwierdziłem, że tym razem mogę spalić troszkę więcej i zobaczyć jakie będą efekty. Pojechaliśmy na jakieś pola poza miasto. Kumpel nabił lufkę, ja rozpalałem. Wziąłem 8 buszków (tyle ile byłem w stanie jednorazowo zmieścić w płucach) (jak się okazało zjarałem prawie wszystko, a kumplowi w lufce nie zostało prawie nic :> ). Kiedy wypuściłem dym, chciałem wziąć jeszcze parę buchów, ale nie zdążyłem odpalić - zaczynała się jazda. Zaczęło się standardowo od specyficznego śmiechu, który szybko ustał. Wszystko w okół mnie zaczęło wirować i się zlewać, więc przytrzymałem się samochodu. Kumpel zaczął coś do mnie mówić, ale choć rozumiałem znaczenie słów jakie wypowiadał nie wiedziałem o co mu chodzi. Znowu zacząłem się śmiać. Gdy patrzałem na samochód obraz mi się rozmył na tyle, że karoseria samochodu wydawała się dosięgać linii horyzontu i łączyć się z tym co się na niej znajduje. Spojrzałem na pole, lecz wciąż widziałem zniekształcony obraz samochodu, choć w rzeczywistości stał on za mną. Kumpel zaczął mi coś wkręcać, żebym zobaczył jakiegoś człowieka, ale ja cały czas widziałem tylko karoserie samochodu. Kiedy pytał się czy widzę człowieka i wymieniał po kolei części jego ciała, widziałem jego (kumpla) i jednocześnie jego zbudowanego z dziwnie powyginanego samochodu. Tylna szyba i karoseria układała się w to co mówił, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy. Sam nie miałem pojęcia przez parę sekund co właściwie obserwuję. Przeszedłem się ze 2 metry trzymając bezwiednie rękę w górze (ręce trzymałem w górze przez większość czasu). W pewnym momencie dotarło do mnie, że to co widzę (zbudowane z powyginanego samochodu) to przecież sylwetka kumpla. Widziałem usta, oczy, chyba nawet okulary. Wszystko wokół mnie było nadal pozaginane i zwirowane. Przedmioty jakby łączyły i przenikały się wzajemnie. Prawie nie miałem kontaktu ze światem rzeczywistym, ale mogłem w miarę na temat odpowiadać na pytania. Parę chwil wcześniej (nie jestem w stanie określić w którym momencie dokładnie, bo gdyby nie film nie byłbym w stanie w ogóle powiedzieć jaka była chronologia zdarzeń i halucynacji) miałem dziwne zaburzenie postrzegania czasu: gdy rozmawiałem z kumplem lub koleżanką (tzn. coś chyba do mnie mówili), wydawało mi się, że chwila którą właśnie przeżyłem jakby się zapętla i trwa od co najmniej godziny, mając jednocześnie świadomość, że trwa ona parę sekund. Towarzyszyło temu dziwne poczucie... Mianowicie wiedziałem prawie całkowicie kim są osoby na które się patrzę, ale miałem dziwne wrażenie jakbym rozmawiał z pewnym znajomym z podstawówki i był w innym miejscu (nie potrafię tego dokładnie opisać słowami). Nadal nie wiedziałem do końca co do mnie mówi kumpel i koleżanka. Stanąłem obok samochodu i chciałem otworzyć drzwi aby wziąć coś do picia, niestety obraz wciąż był na tyle pozaginany, że nie wiedziałem gdzie one są. Po chwili je zobaczyłem i otworzyłem. Napiłem się czegoś. Zacząłem coraz bardziej kontaktować (czyt. trip zaczął słabnąć), ale nadal nie mogłem go ogarnąć. Oparłem się o samochód. Po chwili zacząłem kontaktować (czyt. wiedzieć co się dzieje). Kumpel chciał żebyśmy przeszli się po jakimś polu na którym coś chyba rosło, ale ja przykleiłem się do samochodu. Odkleił mnie (pociągnął do siebie) i poszliśmy się przejść. Najprawdopodobniej przy wchodzeniu natrafiłem na jakiś uskok, bo się wywróciłem. Wstałem, przeszedłem parę metrów i znowu się wywróciłem. Gdy wracałem w pewnym momencie zatrzymałem się i nie mogłem iść dalej, choć próbowałem na wszelkie sposoby. Nie wiedziałem czemu nie mogę iść. Miałem jakąś w połowie fizyczną w połowie psychiczną blokadę. Po kilkunastu sekundach w końcu ruszyłem i wyszedłem z pola. Zacząłem zapinać kurtkę, po kilkunastu sekundach chyba mi się nawet udało to zrobić. Kumpel zaczął biec w moją stronę i mnie straszyć, więc zrobiłem to samo. Towarzyszyło temu fajne uczucie podwyższonej adrenalinki - prawie jak na kolejce górskiej ;] . Nieco zmęczony tripem oparłem się o samochód, aby chwilę odpocząć. Chwilę później trip się skończył.
Świadomość: Całkowicie inna niż normalnie (ciężko opisać słowami). Kontakt z rzeczywistością bardzo mocno ograniczony, chwilami wręcz zerowy.
Efekty po tripie: Przez kilkanaście - kilkadziesiąt minut zbliżone do tych, jakie występują po zażyciu dwóch mocnych extazy. Dodatkowo rozkojarzenie. Śmiech również trochę zbliżony do takiego, jaki występuje po extazy.


III. I mała dawka przed snem.
Czas: Przed snem, w ten sam dzień co poprzedni opis.
Opis: Po powyższym tripie, kiedy całkowicie doszedłem do siebie pojechałem do domu. Wziąłem ze sobą pół lufy salvii, którą to zamierzałem spalić przed położeniem się do łóżka. Rozebrałem się (nie byłem pewny czy będę w stanie zrobić to po spaleniu salvii) i zacząłem rozpalać. Pierwszego bucha dość szybko wypuściłem, ale naprawiłem ten błąd następnymi buszkami. Kiedy wypaliłem zawartość lufki, odłożyłem ją na balkon (bałem się, że w domu może się coś zapalić). Kiedy otwierałem balkon szałwia zaczynała działać, a kiedy go zamykałem efekt był już prawie pełny. Gdy wszedłem do łóżka i położyłem się, czas znów zaczął się jakby zapętlać. Na prawej dłoni i chyba także stopie odczuwałem dość silne parestezje. Skupiłem się na tym co słyszę, czyli na odgłosach dochodzących z telewizora w salonie. Puszczali chyba reklamy. Próbowałem zrozumieć co mówił jakiś aktor, ale słyszałem jedynie zapętloną jedną sylabę (zupełnie jakby aktor się jąkał i powtarzał kilkunastokrotnie jedną sylabę). Towarzyszyły temu dość nieprzyjemne odczucia, które ciężko mi opisać. To było coś zbliżone do silnego lęku, z którym jednak nie do końca się utożsamiałem. Całość trwała subiektywnie około jednej minuty. Kolejne 3 minuty trwało dochodzenie do stanu w jakim się znajdowałem przed ostatnim zapaleniem salvii.
Świadomość: Zdolność kierowania uwagą zaburzona, ale świadomość ogólnie na dobrym poziomie (jak na jazdę po salvii).
Efekty po tripie: Zaburzenia koncentracji. Ogólnie efekty uboczne były znikome w porównaniu z poprzednimi tripami (być może dlatego, że gdy zacząłem rozpalać, jeszcze występowały słabe efekty uboczne po poprzednim tripie).

IV. Wiedziałem że coś jest nie tak :/ .
Czas: Dwa lub trzy dni po ostatnim tripie.
Opis: Kumpel zadzwonił i spytał się czy chcę dzisiaj zapalić salvię. Opowiedziałem, że jeśli on chce się spalić być może z nim zapalę, ale dzisiaj wezmę jedynie jeden lub dwa buchy dla towarzystwa. Pojechaliśmy na miejscówkę w ustronne miejsce. Palił on i jego dziewczyna, a ja po krótkim namyśle stwierdziłem, że jednak dzisiaj nie palę (od rana łapałem jakieś lekkie krzywe, czyt. "stany lękowe z grupy fobii społecznych" ;] , których nie doświadczałem już od paru miesięcy). Gdy obserwowałem ich po tym jak spalili się szałwią, stwierdziłem, że może jednak zaryzykuję i zapalę. Koleżanka powiedziała żebym poczekał, aż im przejdzie. Kiedy im przeszło rozpaliłem i wziąłem jednego bucha. Po odczekaniu ok 30 sekund stwierdziłem że nie ma żadnych efektów, więc spaliłem pół lufki i udałem się w kierunku samochodu (chciałem przeżyć tripa w samochodzie). Szałwia zaczęła działać w międzyczasie. Gdy wszedłem do samochodu był już full effect. Miałem uczucie, że coś jest nie tak, choć nie potrafię do tej pory określić co. Zacząłem odczuwać silne parestezje na całej prawej połowie mojego ciała, całym języku i genitaliach. Moja głowa stała się bardzo ciężka, odczuwałem silny bliżej nie określony lęk. Wiedziałem że załapałem "krzywego" tripa, więc powiedziałem, że "ja się odcinam na 10 minut", zamknąłem oczy i "odciąłem się" od reala skupiając się na próbie kontrolowania tripa. Słyszałem jakieś słowa i byłem pewny, że to ja je wypowiadam. Słyszałem również słowa innej osoby, lub kilku innych osób, więc pomyślałem, że rozmawiam z przyjaciółmi, którzy znajdują się ze mną w samochodzie. Moje kolano które dotykało drzwi wydawało się być bardzo ciężkie, wręcz zgniatane i jednocześnie wciągane przez drzwi samochodu. Parestezje na języku dziwnie skojarzyłem z ucinaniem języka przez szybę samochodu znajdującą się w drzwiach które zgniatały moje kolano. Wydawało mi się, że samochód łączy się z moim ciałem i wciąga je do siebie. Odsunąłem się od drzwi i usiadłem bliżej środka samochodu. Słyszałem rozmowę dwóch osób na mój temat (nie były to głosy moich znajomych). Kiedy zacząłem lepiej kontaktować z rzeczywistością otworzyłem oczy i naprostowałem tripa (w zasadzie były to bardziej już efekty uboczne jak np. roztargnienie, rozluźnienie i zaburzenia koncentracji niż sam trip, ale zaburzenia widzenia wraz ze zmienionymi stanami świadomości jeszcze występowały). Byłem bardzo zdziwiony relacją przyjaciół, którzy stwierdzili, że po tym jak się "odciąłem" siedziałem cały czas oparty o siedzenie z zamkniętymi oczyma i głową odchyloną do tyłu. Powiedzieli też, że w ogóle się nie odzywałem, a już na pewno nie rozmawialiśmy, a oni także starali się zachować maksymalną ciszę... Później nie działo się już nic wartego uwagi.
Świadomość: Co ciekawe wydawało mi się, że jest zachowana na w miarę dobrym poziomie jak na takiego tripa, lecz w rzeczywistości nie była ona skierowana na zewnątrz (czyt. nie byłem świadomy prawdziwego świata, choć miałem takie wrażenie).
Efekty po tripie: Standardowo silne zaburzenia koncentrancji i przyjemne rozluźnienie. Tym razem doszły jeszcze stany lękowe podczas przebywania w zatłoczonych miejscach.

środa, 24 września 2008

Słabe OBE ale OBE.

Czas: Kilka tygodni temu.
Opis: Przyszedłem zjebany z pracy, wypiłem 2 piwa i drinka i poszedłem spać. Chyba straciłem świadomość i zasnąłem na godzinkę lub dwie albo więcej, choć pewny nie jestem. Minęło parę dni, więc nie wszystko dobrze pamiętam...
No ale do rzeczy. Zorientowałem się, że leżę w łóżku w dość głębokim transie. Nagle zaczął się pojawiać obraz, tak jak gdybym bardzo powoli otwierał oczy. Zobaczyłem swój pokój, ale wyglądał jakoś inaczej. Tak naprawdę wyglądał całkowicie inaczej, ale przez kilka chwil nie zdawałem sobie z tego sprawy - miałem tylko uczucie, że "coś jest nie tak". Zwróciłem uwagę na włączony telewizor i skapnąłem się, że ja przecież nie mam telewizora w swoim pokoju. Chyba to spowodowało, że pojawiła się świadomość na bardzo słabym poziomie. Wydedukowałem, że mój współlokator, musiał go przynieść do pokoju (w realu wspominał coś o kupnie telewizora). W ciągu kolejnych paru chwil świadomość wzrastała, a wraz z jej wzrostem uświadamiałem sobie coraz więcej różnic pomiędzy pokojem, który widzę, a tym jak wygląda on w rzeczywistości. Leżałem w łóżku i gapiłem się na ten telewizor. Nie wiem właściwie co w tym TV puszczali, bo fabuła zmieniała się co parę sekund. Jakiś czas wcześniej zrozumiałem, że to co widzę nie jest rzeczywistością, pomyślałem najpierw że to hipnagogi, a potem, gdy świadomość była już trochę lepszej jakości, że jest to OBE. Chyba postanowiłem wyłączyć TV, bo wyciągnąłem rękę w jego kierunku. Nie mogłem lub nie chciałem wyjść z łóżka. Nagle przestrzeń w pokoju zaczęła się zmniejszać, tak jakby kurczył się pokój. Pomimo to telewizora nie dosięgłem i wypadłem z łózka. Nie poczułem bólu - raczej po prostu upadek. Prawdopodobnie w tym momencie (lub wcześniej ale nie jestem w stanie dokładnie określić kiedy) obraz znikł i zobaczyłem jakieś jasne napisy na czarnym tle przesuwające się w moją stronę, dość mocno nachylone w 3d (widziałem coś podobnego pod koniec jakiegoś filmu sf - chyba gwiezdnych wojen, z tym, że tam litery przesuwały się w odwrotnym kierunku). Próbowałem je odczytać, ale nie potrafiłem... Potem jeśli mnie pamięć nie myli obudziłem się.
Obraz: Dziwny. Coś pomiędzy LD a hipnagogami. Można by powiedzieć, że wyglądało to jak wizja w głębokim transie.
Dźwięk: Niestety nie pamiętam. Pewny jestem że słyszałem dźwięki dobiegające z telewizora, ale nie pamiętam jak je słyszałem.
Dotyk: Poczułem upadek z łóżka, więc zmysł był aktywny, ale odbierałem go jakoś inaczej... Jakby "przez mgłę" (wiem, że to dość dziwne porównanie dla dotyku, ale dla mnie oddaje najlepiej to jak odczuwałem).
Węch i Smak: Nie pamiętam lub brak doznań.
Emocje: Raczej brak lub nie pamiętam.
Świadomość: Na bardzo marnym poziomie, pod koniec trochę lepszym. Byłem bardziej obserwatorem akcji niż w niej uczestniczyłem, choć niektóre czynności wykonywałem intencjonalnie.Inne uwagi: Ostatnio dokuczała mi dość silna bezsenność i jeszcze silniejsze przemęczenie.